środa, 1 lutego 2012

Rozmyślania o Zombie :)

Ejo!

Dziś miałem dość dużo do myślenia, dlatego postanowiłem odprężyć mózg jednym ze sprawdzonych ćwiczeń.
Zastanawiałem się bowiem, nad tym, co mógłbym zrobić, gdyby świat opanowały zombie :).

Wbrew pozorom nie jest to takie głupie :).





Po pierwsze.
Budzę się rano. Dzień, jak codzień. Telefon dzwoni, odsłaniam okna i widzę, jak cały świat bierze szlag.
Fuck - to jedyne, co samo przychodzi na myśl.

Mam tyle szczęścia, że przynajmniej mam czas na przemyślenie własnej sytuacji. Domek wolnostojący, z grubymi drzwiami i kratami w oknach. Czyli na biadolenie i zastanawianie się mam mnóstwo czasu.

Nawet jeśli padłby prąd (żeby nie było za łatwo) jedzenie mogę przenieść do piwnicy. Ze słoikami w zapasie, butlą gazu pod kuchenką i tym co w domu przeżyłbym jakieś dwa tygodnie. Na spokojnie. Ale to nie ma sensu.

W moim mniemaniu nie jest to najlepszy pomysł. Trzeba ruszyć i pewnie zginąć chwalebnie :).

 Tak więc trzeba zebrać się i uzbroić. Kuchnia = noże. Mój pokój - wściekłe koszatniczki i miecz. Z dwojga złego wybieram to drugie. Do tego gruba odzież, plecak z zapasami, telefon, książka. Do tego butelka Jasia Wędrowniczka, na pokrzepienie duszy.



Teraz zasadnicze pytanie - gdzie teraz? Zasadniczo uważam, że zombie w dzień są aktywne, w nocy śpią, więc ruszam w nocy. Ma to swoje plusy i minusy. A gdzie bym się udał? Tu zawsze natrafiam na mur myślowy, bo sam nie wiem, gdzie zwiewać. Jest kilka takich miejsc, które, albo są bezpieczne, albo dają szansę na odnalezienie. Oba te elementy raczej razem nie występują.

Ale myślę, że zebrałbym się w jakieś miejsce odludne na początek, mimo, że to i tak niesie ryzyko. Przedtem odwiedziłbym tylko jakiś sklep sportowy, zebrał sprzęt turystyczny i zwiał na Jurę, albo zamieszkał na jakiejś łodzi na środku Pogorii. Namiot, czy inny domek z dala od ludzi, cywilizacji i zgiełku miasta, za cenę hordy nieumarłych, zjadających powoli nasze psy, koty i naszych sąsiadów?



Powiem szczerze, że pewna część mnie się cieszyłaby. Ta samotnicza część.

A jakie byłyby minusy?
Hmmm...


...


No dobra, nabijam się. Inwazja zombie ma swoje minusy! Różnorakie. Byliby tak skuteczni w zamknięciu Internetu, jak ACTA, potrafiliby uwolnić hipermarkety z ludzi szybciej, niż zamach bombowy i zmieniłyby postrzeganie wszystkiego, z czym mieliśmy do czynienia.


...


Sam nie wiem, czy cieszę się, że zombie występują tylko w filmach i grach, czy może będę częściej z nadzieją rano patrzył w okna, czekając na biegających, zdezorientowanych ludzi i nieumarłe żarłoki...

Tak czy inaczej, na wszelki wypadek muszę wreszcie kupić dobry plecak turystyczny.






P.S. A dlaczego nie mówię o rządowych planach zapobiegania zarazie, ośrodkach dla uchodźców i o jakiejkolwiek pomocy ze strony władzy. Bo mimo lekko spaczonego poglądu na świat, to jednak jestem realistą. Im już dawno zombie mózgi zeżarły.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz