Ejo!
Jest coś niezwykłego w tegorocznym Sylwestrze. Nie wiem dlaczego, ale nikt mi nie wierzy, gdy odpowiadam na pytanie: "A co robiłeś w Sylwka?".
czwartek, 5 stycznia 2012
piątek, 30 grudnia 2011
Trochę starorocznie.
Ejo!
Dziś chciałem walnąć jakieś małe podsumowanie ostatniego roku. I wiecie co? Zajebiście cieszę się, że już się kończy!
Dziś chciałem walnąć jakieś małe podsumowanie ostatniego roku. I wiecie co? Zajebiście cieszę się, że już się kończy!
środa, 21 grudnia 2011
Święta, Święta i po...
... karpiu?! Czyli nasze świąteczne tradycje :).
Z okazji zbliżających się świąt, chciałem odnieś się do naszych tradycji, tak jak już to robiłem z okazji dnia Wszystkich Świętych. Cóż, jak tak o tym myślę, to Wigilię, ze względu na tony karpia w hipermarketach można by roboczo nazwać Dniem Wszystkich Śniętych. Ale nie o tym to ja chciałem.
wtorek, 20 grudnia 2011
Gdzie jest zima?...
... zimy ni ma...
W odpowiedzi na to palące pytanie wybrałem się poszukać zimy w grudniu. I to nie takie łatwe.
W odpowiedzi na to palące pytanie wybrałem się poszukać zimy w grudniu. I to nie takie łatwe.
piątek, 9 grudnia 2011
O dwóch takich, co zmienili mój świat
Ejo!
Dziś będzie trochę o dwóch młodych bohaterach, którzy potrafią poradzić sobie z zagładą całego świata, a także (co czasem trudniejsze) z moim złym nastrojem. Jeden z nich to postać ze stronic książki, drugi - wirtualnie pojawia się na moim monitorze. Kim są? Już mówię :).
Dziś będzie trochę o dwóch młodych bohaterach, którzy potrafią poradzić sobie z zagładą całego świata, a także (co czasem trudniejsze) z moim złym nastrojem. Jeden z nich to postać ze stronic książki, drugi - wirtualnie pojawia się na moim monitorze. Kim są? Już mówię :).
sobota, 3 grudnia 2011
poniedziałek, 28 listopada 2011
Opowieść o czterech synach
Ejo!
Dziś straciłem kwadrans życia, na rozmowę z kimś, kto ma ego większe, niż pensje naszych polityków. Największym jego grzechem była zbyt duża pycha, więc przypomniałem sobie o pewnej historyjce, właśnie na nadmiar pychy. Chciałem ją tu teraz przytoczyć.
Dziś straciłem kwadrans życia, na rozmowę z kimś, kto ma ego większe, niż pensje naszych polityków. Największym jego grzechem była zbyt duża pycha, więc przypomniałem sobie o pewnej historyjce, właśnie na nadmiar pychy. Chciałem ją tu teraz przytoczyć.
niedziela, 27 listopada 2011
Kiedyś było lepiej?
Słyszeliście kiedyż, że "za komuny było lepiej"? Pewnie, że tak! Było super, ekstra, fajowo, a jak pałowali to "nie mocno", jak to jeden kabaret mówił.
Ale jednak coś w tym jest. Sam ostatnio często czuję się jak dinozaur. Szczególnie na kilku polach:
niedziela, 20 listopada 2011
Port Royal z klocków
Ejo!
Po dzisiejszym wymęczeniu w Parku Kościuszki i sprzątaniu zasiadłem do kompa. Co prawda nie siedziałem długo, czas zmarnowałem na Minecraft, więc można powiedzieć, że była to działalność artystyczna :).
Po dzisiejszym wymęczeniu w Parku Kościuszki i sprzątaniu zasiadłem do kompa. Co prawda nie siedziałem długo, czas zmarnowałem na Minecraft, więc można powiedzieć, że była to działalność artystyczna :).
środa, 16 listopada 2011
Nasza Łąka - opowiadanie lekko polityczne
Cześć wszystkim! Dziś miałem trochę natchnienia i napisałem
bajkę. Bajkę o tytule „Nasza Łąka”, która mam nadzieję, wam się spodoba. Chętnie
posłucham, co macie na jej temat do powiedzenia. Tak więc, przed Państwem: „Nasza
Łąka”.
niedziela, 13 listopada 2011
Kilka słów o mieszaniu świąt
Kac po obchodzeniu pogańskiego święta Słońca i Dnia Renifera.
Tak jeszcze na szybko chciałem wywalić coś, co mnie szczerze wkur... . Mieszanie świąt. Po Zaduszkach jeszcze nie wystygły znicze, dynie nie pogniły, a wieńce nadal świeże, a nasze kochane supermarkety już dostarczyły mi (dokładnie trzeciego listopada) ulotki o tym, jakie powinienem mieć światełka, co powinienem włożyć pod choinkę i ile będzie kosztował mój karp. A to dopiero za prawie dwa miesiące miało się stać! Do jasnej cholery, trochę przyzwoitości!
Gdynia na zimno
Wyobraźcie sobie – słońce, plaża, skwar. Piękne turystki,
opalające się co krok...
Cóż, tego nie uświadczyłem będąc w ten weekend w Gdyni.
Dantey na Mayday
W piątek, po jedenstu godzinach pracy nie marzyłem o niczym
innym, tylko ciepłym łóżku, jakiejś herbacie i kilku odcinkach nowej serii
Simpsonów. I nagle, godzina dwudziesta trzecia – telefon. Kumpel z poprzedniej pracy z pytaniem „Czy nie
chce mi się wybrać na Mayday?”. Moja pierwsza reakcja, to było zapytanie samego
siebie, co to do cholery jest ten Mayday? Nagle przebłysk! Wielka impreza
techno. Czyli nie dla mnie. Ale tu muszę przyznać, że zapał mojego kolegi
przeważyła moim myśleniem. Bo na imprezę techno bym nie poszedł. Ale na
„wspaniały spektakl muzyki i światła, z dwudziestoletnią tradycją i genialną
oprawą” już mogłem się skusić. I powiem Wam, że nie żałowałem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








